Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
eee.. a po co mi tytuł? (;

guestbook
add * look

the past
2008
Wrzesień
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Styczeń
2007
Grudzień
Maj
Kwiecień
2006
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec


my links
moja biżu
moje zdjęcia
.:inni:.
Emjoot
SiS
rutek
Waldemar
Islandia
Videl
Mafef
.:komiks w sieci:.
GOTH (or not?)
umarlaki


Layout by Cassia
for Layout4you

eee.. a po co mi tytuł? (;

nie.. jeśli ktoś się zapyta co tam u mnie nie mogłabym odpowiedzieć, że nie dzieje się nic. ale też nie mogłabym powiedzieć, że jestem zadowolona z obrotu spraw. nie, nie będzie od początku. od końca będzie, bo to mnie teraz najbardziej dręczy, a akurat wydarzyło się jako ostatnie. co? nie jadę jutro do Krakowa. na dupie siedzę. dlaczego? powód jest prosty.. tu nie chodzi o brak mojej samodzielności, bo dla mnie to akurat nie jest żaden problem, żeby przejechać te 130 km z hakiem sama. no właśnie - sama. okazało się, że Wu nie może, a poza Wu to już chyba nikt nie byłby skłonny wydać 30 plnów w jeden dzień na samą tylko podróż. dlaczego więc nie pojadę sama? spotkanie jest na 17. ja będę w Kraku moim busem o 12.40. to chyba już wystarczający powód prawda? co ja będę przez ponad cztery godziny SAMA? bez sensu.. poza tym o ile koniec języka za przewodnika [bo akurat nie mam zielonego pojęcia gdzie jest ta knajpa..], o tyle jakoś to chyba nie na moją psychę, żeby co kilkanaście metrów pytać o drogę Bóg wie dokąd i jeszcze się skupiać na odpowiedziach (; niee to nie dla mnie.. zresztą to już nie to jest takim problem jak właśnie te godziny.. ehh gdyby mi się kontakty nie pourywały. np. z R. właśnie zamigało mi jego słoneczko na gg. zamigało, ale i tak nie gadamy. od kilku miesięcy.. jakoś rozmowy przestały się kleić. chyba to on zakończył tą znajomość. nie wiem.. gdyby tak się to wszystko nie potoczyło to właśnie włączałabym rozmowę z nim. ehh.. przecież on i tak w tych godzinach pracuje. akurat do 17. niewiele bym zdziałała. no nie ma co myśleć - lipa jak rzadko..
zatem czekam na sierpień. może nie zorganizujemy kolejnego spotkania, ale przynajmniej spotkam się z W z Kielc. powiedział, że dawno w Kraku nie był, więc moglibyśmy się tam spotkać, skoro żadne z nas nie da rady pojechać tak daleko - spotkamy się więc po środku (: niegłupia kmina (:
zostałam sama w domu. tzn nie tak całkiem sama. po prostu sis wyjechała z facetem do Wisły. w piątek wracają. chwila wytchnienia. trzeba to wykorzystać jakoś <:
kolejne co mnie męczy ostatnimi czasy niesamowicie. ten cholerny aparat. im więcej się bawię w te klocki tym mniej rozumiem. z aparatu i fotografii, a zwłaszcza z tego co się dzieje wokół. ubzdurałam sobie to cholerne lustro mając zaledwie na 1/3 aparatu z KITem. zaczęłam nawet bardziej wiązać swoją przyszłość z aparatem niż z architekturą wnętrz. i co mnie dobija? to, że zawsze musi się znaleźć ktoś, kto mnie zgasi. Ojciec. bo to drogie. bo co będzie jak kupię. kupię i co dalej? nie będę miała kasy na więcej. to nie ma sensu. .... to samo było z pracą nad morzem. zanim się okazało, że urodziłam się o kilka miesięcy za późno żebym mogła w tym roku podjąć się pracy też mi odradzał. że niby nie dam sobie rady, bo ja przecież nic nie umiem. że wysiądę.
gówno prawda.. dałabym sobie radę. ze wszystkim bym sobie dała radę jeżeli on dałby mi choć trochę wsparcia. nie twierdzę, że nie chce dla mnie jak najlepiej. tylko niech on do cholery zrozumie co jest dla mnie najlepsze i jakie mam potrzeby. tydzień temu mieli dzwonić do J. w sprawie mojej nauki. ponad tydzień temu. dzwonili..wczoraj. ale go nie było. czy zadzwonili dzisiaj? taa niedoczekanie moje.. ale jak przyjdzie co do czego to to przecież ja nic nie robię w tym kierunku. Matka mówi: pokaż mu, że ci zależy, to jemu też zacznie zależeć. fajnie Mamo, że staram się jak głupia, że nigdy jeszcze się tak nie starałam, ale widać, dla niego to chyba wciąż za mało. szlag by to.. kurwa mać ):
.... festiwal. C pracuje do późnej nocy. ustaliliśmy, że trzeba będzie pójść na jakieś piwo, jak będę miała więcej kasy. wróciłam bo domu i od razu - nie mając na nic więcej siły - poszłam spać. nie było mi dane chyba, bo po jakichś dwóch godzinach obudził mie C dzwoniąc. nawet z początku nie zajarzyłam, że to on..
- gdzie jesteś?
- noo.. w domu..
- bo wiesz, ja już skończyłem pracę. wpadnij tu do mnie napijemy się czegoś.
- gdzie do Ciebie?
- na amfiteatr
odsuwam telefon sprawdzając godzinę..
- C, kurwa dochodzi trzecia..
- noo wiem. ale wpadnij..
pierwszy raz odmówiłam. C nieraz powtarzał mi jak bardzo ceni we mnie te spontany. że zawsze i o każdej porze można mnie wyrwać z domu na jakieś piwo. nawet do innego miasta. no tak, tu się zgodzę. ale na Boga, nie o trzeciej w nocy.. skoro festiwal nadal trwał podeszłam na następny dzień pod namiot, w którym lał piwo. pytam się do której pracuje i czy dziś idziemy w takim razie, bo dam radę wysiedzieć z nim do tej trzeciej [jakby nie było - tak jak rok temu, gdy pracowaliśmy razem (; ]. mówi, że dziś kończy o 22 ale jest tak padnięty, że przekima się u N. więc dziś niestety nic z tego. no spoko. poszłam imprezować dalej. następnej nocy - powtórka z rozrywki. tym razem godzinę wcześniej. i kilka kilometrów bliżej bo prawie pod moim domem. spać mi się chciało jak cholera ale poleciałam do rodziców zakomunikować co i jak. wsunęłam spodnie, wróciłam do pokoju, poczym odebrałam telefon z informacją od C, że bardzo przeprasza, ale jakimś cudem udało mu się złapać stopa i jedzie do domu, więc jednak innym razem. powstrzymałam się ze względu na porę. zjechałam go rano, niestety tylko w smsie. i byłabym delikatnie mówiąc wkurzona na niego jeszcze jakiś czas, ale znalazł się ktoś inny, kto skutecznie spieprzył mi humor. a że C mówił, że spotkamy się następnego dnia - zadzwoniłam spytać co i jak. siedzi w domu i ma kaca i dziś nie da rady, ale bardzo przeprasza. no spoko. pieprz się.
wczoraj wieczorem przeprosił mnie po raz kolejny z pytaniem jakie mam plany na wakacje.. niektórzy ludzie są naprawdę dziwni (-% tylko teraz pytanie - kto komu włazi w dupę? (-% ale, że nie potrafię długo trzymać urazy, a C jest jednym z nielicznych facetów z mojego otoczenia, z którym tak pozytywnie można spędzić czas, to pewnie jakoś się zgadamy za niedługo..
tak więc zamiast do Krakowa pojadę do Brennej, a zamiast imprezowania zrobię sobie wieczorek filmowy z Wu. też fajnie. no (:
====
wróciłam do swojej pierwszej miłości. mój ukochany Zenit. ciężki jak cholera, ale za to jaka dusza.. <:

m. 19/07/2006 18:38:42 [Powrót] Komentuj



Mafef dobrze mówi ;]..
Jeśli czegoś pragniesz.. to lać na zakazy.. spełniaj swoje marzenia.
Islandia 20/07/2006 03:20:36
| brak www IP: 83.28.210.86

U Islandii wypisane że ludzie dziwni, u Ciebie też...czyżby Dzień Prawd Generalnych? ;)

Wiesz, z pasjami to jest tak, że jak sama sobie własnymi pazurami nie wydrapiesz pewnych rzeczy, to inni w tym Ci nie pomogą. I to nawet nie dlatego że nie chcą. Dlatego że nie są w stanie skumać jakie te pewne rzeczy mogą być dla kogoś ważne. Grunt się nie zrażać :)

Zenit + obiektyw 200 mm...to była para 8)
mafef 19/07/2006 23:14:28
| brak www IP: 195.34.211.129