Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Kuba mać, czyli o ostatnich ekscesach słów kilka...

guestbook
add * look

the past
2008
Wrzesień
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Styczeń
2007
Grudzień
Maj
Kwiecień
2006
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec


my links
moja biżu
moje zdjęcia
.:inni:.
Emjoot
SiS
rutek
Waldemar
Islandia
Videl
Mafef
.:komiks w sieci:.
GOTH (or not?)
umarlaki


Layout by Cassia
for Layout4you

Kuba mać, czyli o ostatnich ekscesach słów kilka...

przedstawienie kilku najważniejszych postaci:
J - koleżanka, zauroczona w R
R - kolega, zauroczony w J
M - moja "przyjaciółka" kumpela J i R
ja - mająca za zadanie połączyć jakoś ze sobą J i R, którzy sami nie wierzą w to, że się sobie podobają i boją się siebie.....
---
środa
spotykam się z R, pożyczam mu płyty
czwartek
spotykam się z R pod Galerią, oddaje mi moje płyty i idziemy na górę, gdzie siedzi J ze znajomymi z klasy. R kupije mi piwo, sam siedzi bez niczego, milczy. po jakimś czasie oznajmia, że jedzie do domu. żegnamy się i umawiamy na następny wieczór do Targowej na 19. J, R, i ja.
piątek
przychodzimy z J do Targowej. R jeszcze nie ma, ma być po 19. zamawiamy piwo, J daje mi swoją Terapię [nie przeczytasz tego pewnie, ale to były najpiękniejsze słowa, jakie kiedykolwiek usłyszałam *: ]. siedzimy, czekamy, pijemy. wychodzę z Targowej [w środku nie ma zasięgu], dzwonię do R. nie odbiera. dzownię do M. nie odbiera. piszę smsy. bez odpowiedzi. siedzmy więc dalej. przychodzi Ekipa Brackiego, więc dalej - siedzimy, pijemy, wygłupiamy się. R się nie zjawia. mnie zaczyna cała ta posiadów fizycznie męczyć, więc K mnie odprowadza i idę do domu. w między czasie udało mi się porobić jakieś zdięcia (:
sobota
nic ciekawego do roboty nie miałam. poza sprzątaniem |: do G na wieczorek filmowy nie poszłam, bo nie spasowały nam terminy, więc po południu zasiadłam przed kompem. i tu wiadomość od J: M pisze, żebyśmy były dziś w Targowej. będzie też R, więc J trochę niepewna, ale decyduje się iść, a i M mówiła, żebym koniecznie przyszła. sms od M - mam zabrać koniecznie J i pytanie - czy ją kocham. dziwne. ale jak to wczorajszym stwierdzeniem - pacierza i popijawy w Targowej nie odmawiam, więc pozbierałam się i wyszłam po J. wchodzimy do środka. nikogo jeszcze nie ma z paczki. siadamy, zamawiamy piwo i czekamy. nikogo nie ma. wychodzę dzwonić. czekam z komórką na mrozie łapiąc sygnał i kątem oka widzę, że w moją stronę, a raczej w stronę wejścia do targowej zbliża się dwoch facetów. jakoś niespecjalnie mnie to intryguje, więc nie zwracam uwagi na "dobry wieczór" jednego z nich. a że nie odpowiadam słyszę ponownie "wieczór dobry". znowu jakiś palant? podnoszę głowę. o kurwa to K.
- no co Ty
- no ja
- ... o_O
zapytał jeszcze, czy chcę się przeziębić. po usłyszeniu, że piszę smsa wyrzucił z siebie coś w stylu "aaa" ze zrozumieniem :P i poszedłna dół. zasięg złapany, dzwonię. R nie odbiera, M nie odbiera, numeru do W nie miałam, bo dzwoniłam z telefonu J. wracam na dół, mijam się z K. do stolika przychodzę z trzęsącymi się dłońmi. mówię J o co chodzi. K siada gdzieś kilka stolków za mną, a następnie na antresoli, a ja się trochę uspokajam. siedzimy dalej. J daje mi telefon, żebym zadzwoniła ponownie. wychodzę na dwór i wpadam na kumpla K. K stoi zaraz obok i też dzwoni. odwracam się, łapię zasięg i dzwonię. czuję na sobie czyjś wzrok. odwracam się - K. ... numer, który wybrałam był nieprawidłowy, więc dodzwoniłam się do zupełnie innej osoby. [; w międzyczasie K zagaduje. rozmowa krótka i taka dość bezpłciowa. może to dlatego, że co jak co, ale jego obecności się spodziewałam najmniej. m.in. dowiaduję się, że cały czas tkwię na jego liście kontaktów, więc mniej więcej po opisach wie co u mnie się dzieje. fajnie, bo ja go wywaliłam gdzieś w połowie września. K schodzi na dół, a telefonu nikt nie odbiera. siedzimy jeszcze jakiś czas, dopijamy resztki piwa i wychodzimy. J jest zdołowana, mi jest cholernie przykro. wracam do domu, siadam do kompa i piszę. smsa do M. piszę, że chcę powiedzieć najprawdziwszą prawdę. przez ostatnie 2 lata rzadko wierzyłam w jakiekolwiek jej słowo, a w to, w co wierzyłam uwierzenie przychodziło mi bardzo ciężko. i proszę też, żeby nigdy mi nie mówiła, że mnie kocha, jeśli to nie jest prawda. poszłam spać.
niedziela
rano obudził mnie sms z wytłumaczeniem, dlaczego ich nie było [o ile M by to tłumaczyło. o tyle R już chyba niebardzo...] i że jest jej bardzo przykro za mojego smsa. to wyjaśnienie nie zrobiło na mnie żadnego wrażenia. odpsałam więc, że mi jest bardziej przykro. w odpowiedzi przeczytałam, że to przecież ona usłyszała kilka ciekawych rzeczy od przyjaciela. przyjaciela? a więc przyjaciel to taka osoba, którą można ciulać na prawo i lewo, a potem powiedzieć, że przeprasza i kocha, a on od razu wróci i będzie ślicznie pięknie? bardzo nietypowe pojęcie przyjaźni.
już nic nie odpisałam...

m. 12/11/2006 16:07:55 [Powrót] Komentuj



Pogmatwane.
Ale jednak w słowa przyjaciela nie trzeba starać się wierzyć, bo w nie po prostu się wierzy.
Islandia 19/11/2006 19:48:51
| brak www IP: 83.28.251.73

O kurcze. I to jest twoja przyjaciółka? Ja bym zarządała wyjaśnień albo ją pożegnała. Powinna być z tobą szczera, a nie wystawiać cię do wiatru. Niefajna z niej osoba.
videl 17/11/2006 21:25:30
| brak www IP: 83.5.71.221